2017

Dzień dobry wszystkim! Ile dzisiaj udało mi się już zrobić, to szok. Zazwyczaj, gdy mam wolne, a takim sensie, że nie muszę iść na uczelnię, nie mam żadnych dodatkowych zajęć, treningów, to nie mogę się zmotywować, żeby konkretnie się za coś zabrać. Za to, dzisiaj, mimo że wstałam po 9, właściwie, to odpisałam już na wszystkie maile, no prawie, bo, nie wiem, jak to się stało, tak samoistnie, ale jedna skrzynka pocztowa działa mi normalnie, a druga nie. Dlatego nie lubię Thunderbirda, bo często coś się dzieje z tymi skrzynkami. Następnie, byłam z Kajtkiem na dłuuugim spacerze, posprzątałam w swoim pokoju, co wyszło tak spontanicznie, bo szukałam jakichś sznurówek, bo musiałam sobie wymienić w moich zimowych butach, a, że nie mogłam ich nigdzie znaleźć, to stwierdziłam, że już, od biedy, posprzątam. I znalazłam, w prawdzie, zielone i średnio pasują do moich butów, no, ale będę się musiała do nich przyzwyczaić. Idąc za ciosem, ogarnęłam też z grubsza dom i już nawet spakowałam się do Krakowa. Nie wiem, jak to się dzieje, ale, gdy pakuję się, jadąc do domu, to wszystko mieszczę w jednym, małym plecaku, a do Krakowa już tak nie potrafię. Mam wypchany plecak, torbę na ramię, a jeszcze nie spakowałam komputera, płaszcza i butów, a potrzebuję wziąć aż 3 pary. Nie mówiłam Wam, ale mam też kolejną, nową pracę i właśnie, po napisaniu tego postu, muszę wziąć się do pracy. Żeby tego było mało, to jeszcze zachciało mi się kończyć, właśnie teraz, mój staż w labie, a to też nie jest taki łatwy orzech do zgryzienia, bo muszę nauczyć się obsługi programu (którego jeszcze nie mam), o którym krążą pogłoski, że: „można się przy nim popłakać”. Uwielbiam w swoim życiu to, że gdy nadchodzi czas sesji, to mam na głowie trzy razy więcej do zrobienia niż normalnie i, przez to, muszę uczyć się po nocach.

Ale nie o tym, jak mam dużo do zrobienia, chciałam dziś pisać, a o tym, jak spędziliśmy Sylwestra. Niby taki normalny dzień, a właściwie noc, a jednak powinna być ona wyjątkowa. W końcu, zaczyna się nowy rok. Z jednej strony, obchodzenie Nowego Roku, to trochę, jak pójście na totalną łatwiznę, bo można zacząć nowy rozdział w życiu, porzucić stare przyzwyczajenia, stare życie. To bardzo proste, bo skoro wszystkich „dotyczy” nowa data i prawie wszyscy hucznie obchodzą to święto, to łatwiej jest i nam znowu zacząć. Z drugiej strony, to czy to źle? Mamy podaną, jak na tacy okazję, by zmienić jakąś część naszego życia, coś postanowić, coś zakończyć. Specjalnie przecież „odliczamy” do 1. stycznia. Myślę, że choć niewielu z nas się nad tym zastanawiało, to robimy tak w konkretnym celu, a więc po to, aby mieć nadzieję, że nowy rok będzie lepszy od poprzedniego, a raczej, że my będziemy lepszą wersją siebie.

Postanowień noworocznych nie mam, bo mam postanowienia całoroczne. Chociaż, jak tak teraz myślę, to  raczej nie nazwałabym ich postanowieniami. Po prostu, mam cele, do których dążę, jak na przykład praca w laboratorium, w przyszłości. Po to jeżdżę prawie codziennie na staż i po to będę się uczyła obsługi MatLaba. Chyba każdy z nas ma jakieś marzenia, coś, co z całej siły chce osiągnąć czy mieć. W takich sytuacjach nie trzeba robić postanowień noworocznych, by spełnić te marzenia. To się robi trochę „samoistnie”, choć, czasem, wymaga ogromnego wysiłku.

Jak spędziliśmy Sylwestra? Byliśmy u Tomka i jego narzeczonej- Marysi na parapetówce w ich nowym mieszkaniu. Już na wstępie muszę napisać, że mieszkanie jest prześliczne! Większość nocy spędziliśmy na śpiewaniu z karaoke, co uwielbiam. Marysia zrobiła też jej słynne kabanosy z ciastem francuskim dookoła, czy czymś podobnym. Ogólnie, z całego serca polecam kuchnię Marysi i zazdroszczę Tomkowi, że będzie żył z kimś takim, kto tak świetnie gotuje i piecze. Ja zrobiłam pierniczki, tylko tyle umiem. Już drugiego Sylwestra spędziliśmy razem, z czego bardzo się cieszę, bo, szczerze, to nie wyobrażam sobie być tego dna na imprezie, gdzie nikogo się nie zna, muzyka gra tak głośno, że nawet nie można normalnie porozmawiać i nie masz obok siebie ludzi, którzy są Twoimi przyjaciółmi. Przemek, Marysia, Asia, Tomek, Robert, Maciek, dziękuję!

Znów rozpisałam się bardziej niż powinnam. Jak dobrze, że mam tutaj nieograniczoną ilość miejsca. Pozdrawiam Was wszystkich i do zobaczenia niedługo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *