Co było zimne i mokre, ale mi się podobało?

Cześć! Mam nadzieję, że podobał Wam się mój vlogmas z Wigilii, który udostępniliśmy kilka dni temu. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, to zajrzyjcie do poprzedniego postu. Dziś będzie krótko (obiecuję się postarać :)) Więc, podążając za tytułem tego wpisu, co było zimne i mokre, a jednak, o dziwo, bardzo mi się podobało? Wyjazd do narty! KLIKNIJ TYTUŁ, ABY ZOBACZYĆ WIĘCEJ

Wszyscy dobrze wiemy, że ciągle jest mi zimno, zawsze strasznie marzną mi stopy i dłonie, a w zimie, pomimo ciągłego ubierania się „na cebulkę”, stale trzęsę się z chłodu. Dlatego też, jak co roku, byłam sceptycznie nastawiona do pomysłu Przemka, żebyśmy jechali na narty. Koniec końców, pojechaliśmy, jeździliśmy na nich dwa dni i udało mi się wrócić, w jednym kawałku, do domu. W prawdzie, odmrażałam palce u rąk dosyć długo, ale, z czystym sumieniem, mogę powiedzieć, że było warto. Nigdy dobrą narciarką nie będę, bo nie za bardzo mi na tym zależy, ale, muszę powiedzieć, że jestem dumna za swojej jazdy. Pamiętam, jak 3(?) lata temu, gdy po raz pierwszy byłam na nartach i po wjechaniu na Jaworzynę, rozpłakałam się ze strachu. Wszystko to dlatego, że, po pierwsze, boję się wysokości, po drugie przeraża mnie, gdy jest ślisko, a po trzecie, nie miałam pojęcia, jak się „obchodzić” z jazdą na nartach. Teraz to zupełnie coś innego: gorąco polecam Przemka na instruktora narciarstwa- nawet dla tak zagubionych i zlęknionych „owieczek narciarskich” jak ja.

Pozdrawiam Was CIEPŁO i do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *