#stbawiiuczy

W spisie dorad na temat „dobrego pisania” na pierwszym miejscu znalazłam taką wskazówkę: „Napisz jednego dnia, a sprawdź i popraw następnego, a najlepiej zrób kilka dni przerwy pomiędzy tymi czynnościami. Zobaczysz wówczas, że to, co napisałeś na początku wymaga sporych poprawek”. KLIKNIJ TYTUŁ, ABY ZOBACZYĆ WIĘCEJChwilę zastanawiałam się nad tą radą i doszłam do wniosku, że, przy pisaniu bloga, jest ona bezużyteczna,
a nawet niepożądana. Gdybym jednego dnia napisała post, a następnie zapisała, jako szkic, poczekała kilka dni, żeby dokonać jego korekty, to jestem pewna, że musiałabym pisać go od początku.  Może punkt widzenia pozostaje w miarę ten sam, bo nie zmieniam się radykalnie z dnia na dzień, ale czy nie macie tak, że jeśli zdajecie relację, z jakiegoś wydarzenia jednej osobie, to trochę inaczej przekażecie ją innej? Dzieje się tak nawet wtedy, gdy przerwa pomiędzy tymi relacjami jest kilkuminutowa, nie wspominając już, o kilku dniach przerwy. Do sedna. Prowadzimy tego bloga już rok i zauważyłam, że w jednej chwili po prostu przychodzi mi ochota na to, żeby się z Wami czymś podzielić. Wtedy próbuję ułożyć sobie w głowie, w jaki sposób chcę to przekazać i układam plan. Zanim siądę do komputera, to wszystko, co wymyśliłam jeszcze kilka godzin, czy minut temu, wydaje mi się bezsensem, choć chwilę wcześniej było tak genialne, że sama się sobie dziwiłam, że to wymyśliłam. Dlatego myślę, że ten post nie byłby tym samym, gdybym „odstawiła go do ostygnięcia” na dzień lub dwa. Najważniejsze jest dla mnie, by przelać tu moje myśli, a bardzo chciałbym, żeby to były myśli „dzisiejsze”, bo akurat dziś mam chęć, żeby stworzyć post
o ostatnich trzech tygodniach.

Grecja <3 Kolejny podbity przez nas kraj europejski. O tym, że było cudownie, wspaniale, najlepiej i super nie muszę mówić, bo Ci z Was, którzy mnie znają, wiedzą, że wakacje w Grecji były moim marzeniem od dawna. I to marzenie nie tylko się spełniło, ale, jak to zwykle bywa w moim życiu, dostałam więcej niż mogło mi się przyśnić (oczywiście, gdyby cokolwiek mi się śniło).

W Kokkino Nero, małej, bo zamieszkiwanej przez 96 osób, miejscowości, położonej nad Morzem Egejskim, spędziliśmy prawie dwa tygodnie. Wakacje były zorganizowane przez Student Travel, czyli biuro podróży dedykowane dla osób w wieku dwudziestu paru lat. Początkowo, zabukowaliśmy sobie miejsca w innym, ale, niestety, wyjazd na Olympic Beach odwołano i „na szybko” musieliśmy szukać czegoś innego. Na Student Travel trafiliśmy przypadkowo, bo przez wyszukiwarkę Google, kilka dni przed początkiem wycieczki. Przemka przerażała najbardziej wizja 30 godzin spędzonych w autobusie w jedną stronę. Mnie nie, bo wiedziałam, że jak zasnę w Polsce, to obudzę się w Grecji (to jest rzecz, którą najbardziej lubię
w swojej chorej tarczycy- nigdy nie nudzę się w trakcie jazdy, bo, po prostu, ją przesypiam). Kokkino Nero/ Melo/ Mielno (:D) jest genialnym miejscem! Ale to wszystko dzięki ludziom, którzy pojechali tam z nami. Główna atrakcja Kokkino to, oczywiście, morze. Jest też wino i bimber. Innych atrakcji brak. Kilka sklepów spożywczych, dwie piekarnie, Tawerna Elena i King Size- miejscowy klub, nad którym pieczę sprawuje Adonis, właciciel Kokkino, który nie chwapił się zbytnio, by otwierać Kinga. Podobno zbierał nocą kasztany.

Grecja, chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła w „pierwszymi razami”. Pierwszy raz jadłam owoce morza: krewetki, małże, kalmary i sardynki. Najlepszy obiad w życiu jedzony z widokiem na morze i Dawidem, który jest tak fajnym człowiekiem, że aż brak słów, żeby to opisać. Pierwszy włam do basenu hotelowego
(i to podwójny) ze Zbyszkiem i Kamilem- zawsze chciałam to zrobić!

Ateny. Słowo monumentalne chyba najlepiej opisuje Panteon i te wszystkie świątynie. Zwiedzając go, miałam wrażenie, że jestem tylko pyłkiem w świecie bogów greckich i tak bardzo łatwo mnie unicestwić. Wystarczy większy podmuch wiatru, odrobina wody lub rozpędzony samochód. A świątynie Greckie? One stoją nadal, nadal porażają swoim pięknem i pokazują swoją wielkość i siłę, która przetrwała tysiące lat. Niesamowitym uczuciem było stanąć w miejscu, które znałam tylko z książek o mitologii.

Niestety w Atenach byliśmy tylko jeden dzień, a to stanowczo za mało, by poznać piękno i historię tego miasta. Za to nasze Kokkino poznaliśmy na wylot. Codzienne opalanie na plaży, spacery, wspólny wschód słońca z Darkiem, Michałem (Monsterem) i Łukaszem, hasztagi Dawida, ogniska, strasznie słone kiełbaski, melony i arbuzy rozdawane na plaży przez mieszkańców, turnieje w plażówkę, gry integracyjne, gorąca czekolada, pity z fetą i pomidorami, jeżowce, delfiny i całe Student Travel przechadzające się wieczorami
z butelkami po wodzie mineralnej* składają się na najlepsze wakacje w życiu!

*Butelki po wodzie mineralnej były idealne, by nalać do nich wino, które rozlewali w każdym sklepiku
w Kokkino. Wychodziło taniej, choć niekoniecznie smaczniej

Mogłabym jeszcze pisać i pisać o tym, jak było wspaniale, ale istnieje mała szansa, że znajdziecie więcej niż 5 minut, by tu wpaść i przeczytać ten wpis, dlatego kończę na 800 słowach. Zostawcie znak po sobie
z komentarzach. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo motywują nas Wasze pozytywne słowa i uwagi :)

2 thoughts on “#stbawiiuczy

  1. Hej co do pierwszej części wypowiedzi to jednak w moim wypadku lepiej gdy się odleży jakiś tekst, wtedy łatwiej mi poprawić pewne fragmenty. Grecja była świetna zgadzam się w 100%. Faktycznie szkoda, że Ateny tylko 1 dzień przydałyby się co najmniej 3, żeby poznać lepiej to miasto. Dawid oczywiście świetny pilot. Cały tekst napisany super czekam na kolejne.
    Pozdrawiam Łukasz 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *